Marie Audrey

stylove

Tu będzie coś sensownego napisane jak mnie wena najdzie. Jestem Maria - kochająca życie studentka z Tarnowa! Miłego czytania. :)

Inne moje blogi (klik)

środa, 6 maja 2015

TOP 5 polecanych...

...horrorów. Czyli nowa seria, na którą chcę Was zaprosić. "TOP 5 polecanych..." to top 5 filmów, na które według mnie warto zwrócić uwagę. Tym razem będzie to top 5 polecanych horrorów, bo...

...horror to mój ulubiony gatunek filmowy. Horrory oglądam już bardzo, bardzo długo i chyba nigdy nie będę miała ich  dość. Wiadomo, zdarzają się lepsze i gorsze produkcje ale jest to taki gatunek, który ma coś w sobie. Jak kolwiek głupio i dziwnie to nie zabrzmi lubię się bać! Dlatego też, przedstawiam Wam spis moich ulubionych 5 horrorów. Takich, które z pewnością mogę Wam polecić. Niestety nie znajdźiecie tutaj osławionego "Egzorcysty" bądź "Omena", ale na pewno będziecie mogli wybrać coś dla siebie. 

1. "Koszmar z ulicy Wiązów" - jeden z pierwszych horrorów, które obejrzałam. Genialnie zrezlizowany film z 1984 roku. W małym miasteczku krąży legenda o mordercy, który z premedytacją zabijał dzieci. Był nim Freddy Kruger. Jednak rodzice ofiar potwora zemścili się na oprawcy paląc go. Freddy jednak nie "dał za wygraną" i powraca do mieszkańców we śnie. 
Brzmi abstrakcyjnie i śmiesznie, ale jest to naprawdę dobry horror. Trzyma w napięciu, przeraża. Posiada genialną muzykę, zdjęcia i grę aktorską! 


2. "Dziecko Rosemary" - pozycja obowiązkowa dla fanów kina grozy. Oto przed widzem rozgrywa się historia antychrysta. Ale zaraz, zaraz nie tak do razu. W filmie poznajemy Rosemary i Guy'a, młode małżeństwo które przeprowadza się do nowego mieszkania. Para zaprzyjaźnia się ze swoimi sąsiadami. Nowi sąsiedzi okazują się bardzo pomocni i przyjacielscy. Wkrótce po przeprowadzce Rosemary zachodzi w ciążę, ale wraz z nią zaczynają się dziać niepokojące rzeczy.
"Dziecko Rosemary" to arcydzieło kina grozy. Film jest idealnie zrealizowany, dopięty na ostatni guzik. Widz przez cały czas czuje niepokój. Do ostatniej minuty filmu nic nie jest pewne. Mimo, że w tej produkcji krew się nie przelewa, drzwi się same nie otwierają to jest to jeden z najbardziej zapadających w pamięć filmów kina grozy. A to tylko dlatego, ponieważ jest to horror psychologiczny od którego nie sposób się oderwać.


3. "Rytuał" - kolejne arcydzieło swojego gatunku. Młody ksiądz nie jest do końca pewny swojej wiary. W związku z tym trafia pod opiekę księdza egzorcysty, aby ten "pokazał mu" Boga. Przy boku egzorcysty poznaje drugą stronę wiary, przez co niejednokrotnie musi zmierzyć się ze swoimi lękami.
Film oparty jest na prawdziwej historii dzięki czemu staje się jeszcze bardziej realistyczny. Mocno przerażający, odbijający się na psychice obraz ukazujący świat z demonów. Przy tym idealna rola Anthony'ego Hopkins'a. Film warty uwagi. 


4. "Sierociniec" - Małżeństwo z dzieckiem wprowadza się do pustego sierocińca. Wkrótce po tym, chłopiec zaczyna bawić się z niewidzialnymi przyjaciółmi. Brzmi schematycznie? Duchy, zjawy, demony? Gdzieś to już na pewno widziałem. Tak, na pewno widziałeś ale "Sierociniec" to film który "bawi się" z widzem. Tutaj nic nie jest oczywiste, a zakończenie wbija w fotel. Ten horror ogląda się z otwartą buzią, a przy tym jest nieco wzruszający. Dlaczego taki jest? Tego dowiedz się sam! 


5. "Czarne święta" - tematyka świąt Bożego Narodzenia ukazana w horrorze. Tego jeszcze nie grali.
Rzecz dzieje się znowu wśród nastolatków, w żeńskim akademiku. Dziewczęta przygotowują się do świąt. Niestety nieproszony gość, który wkrada się do domu i zamieszkuje na strychu zakłóci ich sielankę. Młode kobiety zaczynają odbierać dziwne telefonu, w których zamiast słów słychać piski, jęki, krzyki. Niepokój w domu powoli wzrasta, a sięga zanitu gdy jedna z dziewcząt zostaje zamordowana.
Kolejny horror o mordercy tym razem ukazany w inny sposób, ponieważ postać owego mordercy nie jest ukazana co tylko wzmaga strach oglądającego. Film jest stary, bo z 1974 roku ale to nie znaczy, że nie jest dobry. Wręcz przeciwnie. Akcja jest wartka, gra aktorska bardzo dobra a widzowie musza pamiętać o oddychaniu bo strach może ich sparaliżować. Godny uwagi, starszy horror który trafił na listę ulubionych. 


Mam nadzieję, że wybraliście coś dla siebie i choć trochę przekonałam Was że horror to naprawdę dobry gatunek!

piątek, 1 maja 2015

Zachwycacze #3

Kolejny miesiąc za nami. Kwiecień minął mi bardzo szybko. Ostatnio w ogóle nie mogę nadążyć za uciekającym czasem. Gogdziny przelatują przez palce i uświadamiam sobie, że już prawie połowa roku za nami, a ja mam jeszcze tyle do zrobienia! Ale nie ma co narzekać, marudzić tylko brać się do roboty! Zapraszam na 3 z kolei zachwycacze!

1. FILM:

Moja ulubiona kategoria, w której zawsze mam co napisać. W tym miesiącu oglądnęłam całkiem dobre filmy, które naprawdę warto zobaczyć. Wybrałam dla Was aż cztery pozycje, na które koniecznie musicie zwrócić uwagę!

- "Pan od muzyki" - genialny film na którym się popłakłam. Pewien nauczyciel podejmuje pracę w poprawczaku dla chłopców. Mali mężczyźni mają tam bardzo duży rygor. Wbrew dyrektorowi, pan od muzyki podejmuję próbę wyprowadzenia chłopców na prostą za pomocą muzyki. Film traktuje o sile rodzącej się przyjaźni. Bardzo wzruszający i naprawdę godny polecenia.

- "Zjazd absolwentów", film Anny Odell, który jest jej odpowiedzią na lata poniżania przez rówieśników. Reżyserka po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego podejmuje próbę konfrontacji ze swoimi szkolnymi oprawcami. Innowacyjny obraz, który podnosi człowieka na duchu. 

- "Dla Ciebie wszystko", melodramat ukazujący siłę prawdziwej miłości. Film nie jest cukierkową opowieścią o szczeniackiej miłości, ale jest to produkcja która uświadamia widzowi, że prawdziwa, ta jedyna miłość nie umiera nigdy. Recenzję możecie przeczytać TU.

- "Za jakie grzechy dobry Boże?", francuska komedia, w której poznajemy zatwardziałych katolików rasistów, którzy nie mogą pogodzić się z faktem iż ich córki wyszły za mąż za Muzłumanina, Żyda i Chińczyka. Film jest bardzo zabawny. Idealny na wieczór z przyjaciółmi. A recenzją ukazała się TU.

2. MUZYKA: 

W kwietniu wraz z moim Narzeczonym udaliśmy się na koncert pana Wojtka Klicha "Karolowe  pieśni". Był to już drugi taki koncert. Pierwszy odbył się w tamtym toku i relacja z niego ukazała się na moim blogu. Natomiast w tym roku koncert odbył się właśnie w dniu premiery płyty "Karolowe pieśni". Płytę kupiłam na koncercie i od tego czasu słucham jej w kółko. Piosenki znam już na pamięć, są cudowne. Poezja Jana Pawła II w aranżacji pana Wojtka po prostu są niesamowite. Musicie koniecznie posłuchać choć fragmentu koncertu.


3. KSIĄŻKA:

W kwietniu przeczytałam tylko "Ono" Doroty Terakowskiej. Książkę czytałam prawie miesiąc, a to tylko dlatego że jest bardzo ciężka w odbiorze i po kilkudziesięciu stronach musiałam odkładać ją na biurko i przez kilka kolejnych dni nie dałam rady do niej wrócić. W powieści poznajemy Ewę, 19-letnią dziewczynę mieszkającą gdzieś w małej miejscowości. Ewa pracuje w sklepie "u Grubego" a w weekendy wychodzi na dyskoteki. Po którejś dyskotece wsiadła do samochodu wraz z trzema facetami i została zgwałcona. W wyniku gwałtu, w brzuchu Ewy powstaje życie. Małe, bezbronne dziecko. A Ewa, no cóż musi wybrać albo wychowa albo skrobanka. Książkę polecam, warto przeczytać choć niesamowicie męczy czytelnika. Nie jest ona ani łatwa, ani przyjemna ale otwiera nam oczy na pewne sprawy. 

4. SIEĆ: 

Dzisiaj mam Wam do polecenia dwa filmiki youtuberki "Rockglamprincess". Pierwszy to filmik o tym, co ona, jej mama i jej siostra robią aby poczuć się zjawiskowo. A drugi to wiosenny lookbook, ale bardzo szczególny. Oba filmy mają drugie dno. Pokazują niesamowitą relację w rodzinie Laury. Filmiki są bardzo ciepłe, przyjazne dla oka. Bardzo dobrze zrobione. Zresztą zobaczcie sami :


5. INNE:

Ostatnia kategoria, którą mogłabym podpiąć pod pierwszą ale wolałam wspomnieć o tym tutaj. Mam Wam do polecenia genialny serial, od którego uzależniłam się ponownie. Dwa lata temu, w telewizji całkiem przypadkiem zobaczyłam reklamę serialu "Bates motel". Jest to prequel "Psychozy" Alfreda Hitchocka. Okrutnie "napaliłam się" na tą produkcję, bo uwielbiam "Psychozę" i sama nie raz wyobrażałam sobie młodego Normana Bates'a i jego matkę przed wydarzeniamy z filmu Hitchocka. Oglądnęłam pierwszy sezon właśnie dwa lata temu i byłam zachwycona. Oczywiście na następne musiałam czekać. I gdy tak czekałam, to o "Bates motel" zapomniałam całkowicie. Dopiero teraz zaczęłam znowu wciągąć się w tę historię i znowu jestem nią oczarowana. O "Bates motel" możecie przeczytać więcej tu.

zdjęcie pochodzi z : www.peb.pl

środa, 29 kwietnia 2015

"Za jakie grzechy dobry Boże?"

Cztery piękne, inteligetne, katolickie niewiasty i czterech nieco mniej pięknych, irytujących wyznawców innych religii niż katolicyzm, a wśród nich rodzice owych niewiast zatwiardziali katolicy, rasiści. 


Tytuł : "Za jakie grzechy dobry Boże?"
Gatunek : komedia
Reżyseria : Philippe de Chauveron
Produkcja : Francja
Ocena Filmweb : 7.4/10
Moja ocena : 8/10
Więcej info : klik

Państwo Verneuil to zamożna francuska rodzina. Posiadają cztery córki, które wychowywali według katolickich zasad. Córki dorastają i trzy z nich wychodzą za mąż. Ideałem mężczyzny, który jest respektowany przez rodziców to francuz, katolik. Jednak francuzki wybrały inaczej. Państwo Verneuil wbrew swoim zasadom muszą zaakceptować zięcia Żyda, Muzłumanina oraz Chińczyka.


"Za jakie grzechy dobry Boże?" to znakomita francuska komedia. Gra aktorska w tej produkcji jest na fantastycznym poziomie. Państwo Verneuil (Christian Clavier, Chantal Lauby) grają znakomicie. Mimiką, wypowiadanymi kwestiami doprowadzają widza do łez. Nie odbiegają od nich ich zięciowie, którzy również w swoich rolach są bardzo dobrzy. Niestety odtwórczynie ról córek, zeszły na dalszy plan przez co trochę o nich w całej tej produkcji zapominamy. Warto zwrócić uwagę również na muzykę, która jest dopasowana do scen i w niektórych momentach podkreśla komizm sytuacji. 


Pańtwo Verneuil powoli przyzwyczajają się do zaistaniałej sytuacji. Jednak wobec swoich zięciów są bardzo niechętni. W tej całej katastrofie, nadzieję pokładają w najmłodszej córce. Liczą na to, że chociaż ona wybierze sobie za męża francuza, katolika. W związku z tym "podkładają" jej pod nos, idealnego według nich kandydata. Jednak Laure już ma swojego narzeczonego, a jest nim...

Właśnie, kogo wybrała Laure, kogo przedstawi rodzicom i czy owy kandydat na męża Verneuil przypadnie im do gustu? Tego musicie się dowiedzieć sami, oglądając tę pęłną humoru komedię!

zdjęcia pochodzą z : www.filmweb.pl, www.kinopodbaranami.pl, www.stopklatka.pl

środa, 15 kwietnia 2015

"Dla Ciebie wszystko"

W dzisiejszej recenzji zaprzeczę sama sobie, bowiem opowiem Wam o filmie który jest melodramatem (a jak już kiedyś wspomniałam jest to gatunek, od którego stronię) i który wywołał na mnie ogromne wrażenie. "Dla Ciebie wszystko" opowiada o sile miłości, o sile prawdziwej miłości.


Tytuł : "Dla Ciebie wszystko "
Gatunek : melodramat
Reżyseria: Michael Hoffman
Produkcja: USA
Ocena Filmweb: 7.3/10
Moja ocena: 9/10
Więcej info: klik

Amanda Collier to kobieta blisko czterdziestki, mężatka wychowująca dorastającego syna. Samotna w swoim małżeństwie. Dawson Cole to również mężczyzna w podobnym wieku. Jest singlem. Podczas wykonywania swoich obowiązków w pracy staje się ofiarą wypadku. Leżąc w szpitalu przypomina sobie o swojej dawnej miłości. Wkrótce oboje dostają telefon. Zmarł ich wspólny przyjaciel. Amanda i Dawson, spotykają się po 20 latach w miejscu, w którym kiedyś byli bardzo szczęśliwi. Bowiem, właśnie Amanda to ta dziewczyna o której Dawson myślał w szpitalu.


Film jest piękny. Piękne jest w nim dosłownie wszystko. Zaczynając od bardzo dobrej gry aktorskiej. Dzięki głównym bohaterom widz może wzruszyć się nie jeden raz. Oboje grają przejmująco, mimiką i intonacją wywołują łzy i uśmiech. Piękne są zdjęcia. Kwiaty, ciepłe kolory, idealne kadry dzięki którym można się zakochać. Kończąc na muzyce, która chwyta za serce, wywołuje ciarki, dopełnia obraz. "Dla Ciebie wszystko" to film cudownie zrealizowany. Z przyjemnością patrzyłam na każdą scenę, bo każda była dopracowana. Jednym słowem jest rewelacyjny w całej rozciągłości. Warto wspomnieć również o tym, że film przeplata wątek z teraźniejszości, z wątkiem z przeszłości dzięki czemu mamy okazję zauważyć jak główni bohaterowie się zmieniają, jacy są teraz, a jacy byli wtedy. Film momentami jest zabawny, a momentami bardzo wzruszający. Smutny, a jednocześnie radosny. Ideał melodramatu.


Kiedy tych dwojga spotyka się po 20 latach rozłąki, nie są już tymi samymi nastolatkami, zakochanymi w sobie po uszy. Oboje się zmienili, dorośli, mają inne priorytety. Jednak, to co ich łączyło powoli się obudzi. Połączy ich dom zmarłego przyjaciela, który pragnął aby sobie wybaczyli.


"Dla Ciebie wszystko" pokazuje jak ogromna jest miłość, ile może zdziałać i że tak prawdziwa trwa przez całe życie bez względu na wszystko. Pamiętaj drogi Czytelniku, tą jedyną prawdziwą miłość trzymaj mocno, nie odpuszczaj. Miłość jest najważniejsza w życiu każdego z nas, dlatego warto o nią walczyć do końca bez względu na to co się wydarzy. 

zdjęcia pochodzą z : www.tvnstyle.pl, www.metro.gazeta.pl, www.filmweb.pl, www.youtube.com

niedziela, 12 kwietnia 2015

Marie Audrey po godzinach #27

Hej! Witam Was serdecznie w kolejnym poście z telefonu. W tamtym tygodniu takowy się nie ukazał, ze względu na Wielką Niedzielę. Święta to czas dla rodziny, dla bliskich, a nie czas który chcę spędzać przed komputerem. Wybaczyć musicie mi też niewielką ilość zdjęć z okresu przed świętami z samych świąt. Nie miałam głowy do ich robienia. Ale coś tam udało mi się na komórce odnaleźć, więc zapraszam na post z ostatnich dwóch tygodni! 


szaro, buro i ponuro


a moja mina w taki okropnie szary dzień mówi wszystko


biedronkowe :) całkiem dobre


początki białych świąt


Wielkanocne piżamowe selfie


Miśki przed koncertem <3


 tak, tak białe święta w końcu mieliśmy!


ale za to później było piękne słoneczko i było bardzo cieplutko, więc mogłam poczytać sobie na zewnątrz :)


kwiaty, kwiaty, kwiaty <3


strój przed teatrem!


"Karolowe pieśni", które morduje w kółko po Wielkosobotnim koncercie :)


 dzisiejsze :)


z dalekiej podróży, wrócił syn marnotrawny! Po udanej operacji (czyt. wymiany czegoś tam w środku, co się nam niestety zepsuło) wrócił cały i zdrowy <3


dlatego też już dzisiaj wzięliśmy go na spacer :)

Buziaki na następny tydzień!

piątek, 10 kwietnia 2015

Stać tak przed Tobą...


...i patrzeć tymi oczyma,
w których zbiegają się drogi, drogi gwiazd
O oczy, nieświadome Tego, Kto w was przebywa,
odejmując Sobie i gwiazdom niezmierny blask.
Więc wiedzieć jeszcze mniej, a wierzyć jeszcze więcej.
Powieki powoli zamykać przed światłem pełnym drżeń,
potem wzrokiem odepchnąć przypływ gwieździstych wybrzeży,
nad którymi zawisa dzień.
Jan Paweł II














na sobie mam:
kurtka-primark
sweter-primark
spódnica-new look
buty-ccc
torebka-bazarek

środa, 8 kwietnia 2015

"Mroczne godziny"

Dobry thriller powinien trzymać w napięciu, powinien być tajemniczy, tak aby widz do ostatniej minuty filmu zastanawiał się nad tym co dzieje się na ekranie. Jednak w rzeczywistości tak nie jest. Często dreszczowce są słabe, a już po połowie filmu wieje nudą. Ten przypadek jest inny, choć na początku spisałam go na straty.


Tytuł: "Mroczne godziny"
Gatunek: thriller, psychologiczny
Reżyseria: Paul Fox
Produkcja: Kanada
Ocena Filmweb: 6.1/10
Moja ocena: 6/10
Więcej info: klik

Dr Samantha Goodman(Kate Greenhouse) to psychiatra. Zajmuje się przestępcami seksualnymi. Jest mężatką , nie do końca szczęśliwą. Już od pierwszych minut filmu możemy zauważyć, że z panią doktor albo inaczej z jej psychiką dzieje się coś niedobrego. Szef dr Goodman, zleca jej urlop, twierdząc że pozwoli jej to wypocząć. Samantha pragnie wyjechać z mężem (Gordon Currie), który niestety w tym czasie nie może bowiem jedzie z siostrą Goodman, Melody (Iris Graham) do domku na odludziu, by kończyć swoją najnowszą książkę.


Film niestety nie jest arcydziełem kina, a do "Psychozy" Hitchocka mu daleko. Jak pisałam wyżej początkowo spisałam go na straty. Tylko dlatego, że akcja rozwija się powoli, w filmie było widać pewne niedociągnięcia a gra aktorska wołała o pomstę do nieba. Aktorzy byli mało przekonujący, wręcz momentami śmieszni, np. gdy próbowali płakać. Na szczęście z czasem fabuła zaczęła się rozkręcać, a aktorzy jakby zapragnęli grać, co ciut podniosło walor obrazu.  Zdjęcia w filmie są bardzo przeciętne, momentami nieprzyjemne dla oka. Wszystko to, za sprawą okrutnych scen, rodem z horroru gore. Maniakom horroru może się to spodobać, inni będą zniesmaczeni. Jak już wspomniałam aktorzy dopiero gdzieś w połowie produkcji, może ciut wcześniej zaczynają się rozkręcać.  Nie powinno tak być, bo niestety to strasznie psuje cały klimat filmu. 



Samantha postanawia pojechać do swojego męża i siostry, aby spędzić z nimi czas. Wkrótce po tym jak pojawia się w domku, przybywa na odludzie pewien chłopak który potrzebuje pomocy. Oczywiście dr Goodman, jej mąż i siostra udzielają Adrianowi (Dov Tiefenbach) pomocy, co niestety wywołuje lawinę nieszczęścia.


Film mogę uznać za dobry, ale tylko od połowy. Pierwsza część moim zdaniem jest źle zrealizowana, głównie przez słabą grę aktorską, przez którą nie da się odczuć emocji bohaterów. Fabuła również dopiero od połowy zaczyna się rozkręcać, ponieważ początkowo jest mdła, akcja jest nudna a film zapowiada totalny kataklizm. Warto podkreślić że trwa tylko godzinę i 15 minut, więc bardzo słabo wypada owe rozkręcanie fabuły, ponieważ dopiero w ostatnich 30 minutach produkcji możemy odczuć lekkie napięcie, tajemniczość która ciągnie się do końca. Wspominany koniec jest zaskakujący i otwarty, co bardzo lubię w filmach. Taki koniec skłania widza do rozmyślania o akcji która działa się na ekranie, już po skończeniu seansu. 
"Mroczne godziny" mogę polecić osobom, które dopiero zaczynają przygodę z thrillerem i jeszcze mają przed sobą osławiony klasyk Hitchocka. Jednak jeżeli macie za sobą "Psychozę" to "Mroczne godziny" mogą Wam się wydać śmieszną bajeczką, a nie o to przecież chodzi gdy sięgamy po taki gatunek.


czwartek, 2 kwietnia 2015

Zachwycacze #2

Hej! Witajcie w kolejnym poście z serii "zachwycacze". Totalnie nie wiem, kiedy przeleciał mi przez palce marzec. Dopiero co, pisałam ten post z podsumowaniem stycznie i lutego a już mamy kwiecień .Zatem czas na wszystko co zainspirowało, zachwyciło mnie w marcu. Zaczynajmy!

1.FILM:

Nie wiem jak to się stało, że w marcu obejrzałam mniej filmów niż w lutym. Na szczęście z tych 10 pozycji wybrałam dla Was 3 naprawdę godne polecenia:
-"Śniadanie u Tiffany'ego", klasyk który już pewnie większość z Was obejrzała. Cudowna rola Audrey Hepburn nad którą mogę się zachwycać godzinami, a soundtracku z filmu nie mam dość. Zresztą recenzja na blogu już się ukazała, więc możecie ją przeczytać.

-"Grease", film pewnie również kojarzycie bo to klasyk musicalu. Mimo. że fabuła nie jest porywająca to z chęcią go obejrzałam. Opowiada historię dwójki licealistów, między którymi wytworzyła się wakacyjna miłość, która niestety zakończyła się wraz z powrotem do szkoły. Ale właśnie w owej szkole, w liceum odnajdują się i tutaj akcja nabiera tempa. Polecam serdecznie, szczególnie ze względu na muzykę!

-"3096 dni", film które recenzja ukazała się wczoraj. Niesamowity, aczkolwiek ciężki obraz ludzkiego cierpienia. Odebrana wolność, walka o przetrwanie i trudna relacja ofiary z oprawcą. Zapraszam do przeczytania recenzji.



2.MUZYKA: 

W tym miesiącu powróciłam do soundtracku z filmu "Wałęsa, człowiek z nadziei". W kółko słucham go, gdy robię coś na komputerze. Bardzo lubię muzykę alternatywną, niosącą jakieś przesłanie. Zresztą posłuchajcie sami.
Drugą muzyczną fascynacją była playlista, która stworzył mój Ukochany. Dzięki niemu bardziej wgryzłam się z polski Indie Rock i na zmianę z soundtrackiem z "Wałęsy..." słuchałam tego ciągle. Playlista dostępna tu.

3.KSIĄŻA:

Wstyd się przyznać ale w marcu przeczytałam tylko "Ukryte żony" Claire Avery. Książa niesamowita opowiadająca o losach wielożeńskiej sekty, a raczej co dzieje się z kobietami które żyją u boku mormonów. Ciężka lektura, która zapada w pamięć. Recenzja prawdopodobnie ukarze się już niedługo!



4.SIEĆ: 

W tym miesiącu będzie książkowo, bo mam Wam do polecenia dwa kanały niesamowitych dziewczyn!

Numer 1, "Wielki Buk" czyli cudowna Olga która zaraża optymizmem. Uwielbiam oglądać jej recenzje książek, bo zawsze opowiada coś ciekawego a przy tym oprawa filmiku, jest niebanalna i przyjemna dla oka.

Numer 2, to zakręcona, wesoła i bardzo inspirująca pani, mianowicie Anita z "Book Reviews by Anita". Fantastyczna osoba, która za każdym razem zaraża uśmiechem. Jej filmiki są bardzo wesołe, a pasją z jaką opowiada o książkach jest godna podziwu. 

5.INNE:

W innych, czyli w kategorii która mieści wszystko, znajdziemy w tym miesiącu ćwiczenia. Tak, tak zaczęłam bardziej o siebie dbać i regularnie ćwiczę przed ekranem komputera. Czasami mam dość i wcale mi się nie chce, ale często ćwiczę z wielkim zapałem i powiem Wam, że to naprawdę wciąga! Szczególnie chciałabym Wam polecić panią Natalię Gacką, która daje niezły wycisk. Tutaj macie ciężki, ale dający kopa trening interwałowy. Polecam Wam serdecznie ruszyć pupę i zadbać o siebie jeszcze bardziej! Przypływ endorfin i energii gwarantowany!

środa, 1 kwietnia 2015

3096 dni

Odebrał jej wolność. Uwięził w pokoju specjalnie wybudowanym dla niej. Ponoć zakochał się w jej uśmiechu. Była dla niego ideałem, dopóki nie zaczęła dorastać. 10-letnia Natascha Kampusch. Z pewnością, gdy słyszysz to nazwisko od razu nasuwa Ci się na myśl okrutne porwanie i więzienie, które trwało 8 lat. Austria. Tak niedaleko od nas wydarzyła się tragedia, która na zawsze zmieniła panią Natasche Kampusch.


Tytuł: "3096 dni"
Gatunek: dramat
Reżyseria: Sherry Hormann
Produkcja: Niemcy
Ocena Filmweb: 7/10
Moja ocena: 9/10
Więcej info: klik

Dzień jak co dzień. 10-letnia Natascha zbiera się do szkoły. Kłóci się z matką o błahą sprawę, która nie powinna być powodem do tego, aby mała dziewczynka sama wyszła do szkoły. Ale niestety, matka każe Nataschy samej wyjść z domu Tej decyzji będzie żałowała przez najbliższe 8 lat, bowiem właśnie w drodze do szkoły Wolfgang Priklopil porywa dziewczynkę, wpychając ją do swojego samochodu. Nikogo nie ma w pobliżu, kto mógłby zareagować. Natascha jedzie, nie wie gdzie, nie wie z kim i nie zdaje sobie sprawy co ją czeka. Zresztą jak może cokolwiek rozumieć z tego okrutnego wydarzenia, jak ma dopiero 10 lat.


Nastawiłam się na pełne przemocy sceny, od których będę musiała odrywać wzrok. Na szczęście film nie przedstawia takiego okrucieństwa i jestem przekonana, że poznajemy historię pani Kampusch może w 1/10. Mimo, że sceny nie są brutalne to i tak wywołują ogromne emocje u widza. Wszystko za sprawą dialogów, uzewnętrznionej psychiki głównej bohaterki, ponieważ chyba każdym wstrząsnęłyby wypowiadane słowa Nataschy błagające Priklopila o odwiezienia jej do matki.
Warto zwrócić uwagę na okropną scenografię, która przedstawia w pełni prawdziwy dom Priklopila. Idealnie "zbudowany" pokój dla dziewczynki w piwnicy. Metraż pokoiku jest malutki, przez co mieści się tam łóżku, toaleta, umywalka i już nie ma się jak obrócić. Ponad to, zejście do pokoiku jest okropne, bo wiedzie przez piwnicę, wąskim korytarzem zasłoniętym komodą.
W filmie genialna jest gra aktorska. Zarówno Thure Lindhardt, który wciela się w postać Wolfganga Priklopila, jak i Amelia Pidgeon i Antonia Campbell-Hughes odtwórczynie roli Nataschy Kampusch grają rewelacyjnie. Idealnie przedstawiona psychika Priklopila i Kampusch poprzez mimikę, gestykulację, intonację głosu. Widz może zaobserwować irracjonalną więź, która wytwarza się pomiędzy bohaterami.


W filmie zastosowany jest ciekawy zabieg, bowiem akcja rozgrywa się przez tytułowe 3096 dni, ale tylko poszczególne z nich możemy oglądać. Natascha dorasta "u boku" psychopaty, który "robi z niej" idealną żonę dla siebie. W pewnym momencie zaczyna się okrutne molestowanie, gwałcenie, choć tak naprawdę sceny nie są okrutne. Widz może zaobserwować, że Priklopil nie uświadamia sobie faktu, że Natascha dorasta i już nie jest tą małą, słodką dziewczynką, którą była kilka lat temu. Oprawcy zaczyna to przeszkadzać, przez co niszczy kruchą psychikę swojej ofiary.


Film z pewnością jest dla widzów starszych oraz dla osób z mocniejszymi nerwami. Ciężko się go ogląda, kiedy wgryziemy się w historię i zaczniemy przejmować się losem Kampusch. Oczywiście, jest to tylko interpretacja historii przez reżysera aczkolwiek historii, która miała miejsce. Film powstał na podstawie książki o tym samym tytule, napisaną przez Nataschę Kampusch. Dlatego też nie potrafię jednoznacznie go ocenić, bo z jednej strony jest to tylko interpretacja, ale z drugiej jak można oceniać i interpretować cudzą historię, tak okrutną, która na owej bohaterce odcisnęła ogromne piętno. Oceniłam film 9/10 ale nie jestem przekonana, czy jest to słuszna ocena, bo cudzego cierpienia nie sposób ocenić.

zdjęcia pochodzą z: www.filmweb.pl, www.fdb.pl, www.canalplus.pl, www.cineman.pl, 

niedziela, 29 marca 2015

Marie Audrey po godzinach #26

Dzisiaj mamy niedzielę, więc pora na kolejny post ze zdjęciami z telefonu. Dalej nie mogę uwierzyć w to, że już za tydzień będą święta. Jakoś nie czuję zbliżającej się Wielkanocy. Ale za to bardzo ale to bardzo się cieszę, że wiosna zagościła się na dobre i jak dla mnie taka pogoda może zostać. Jest w sam raz ciepło, a dzięki temu mam ostatnio więcej energii co bardzo mi się podoba bo ostatnie tygodnie były jakieś niemrawe. Na szczęście coraz więcej słońca u nas gości a jak wiadomo to tylko dodatkowe hormony szczęścia i witamina D! 


zdjęcie mistrzostwo świata!



takie piękne cienie, tylko jakiś pan wepchnął się w zdjęcie


moje nowe ulubione buty <3


małe grzeszki..


i nowy krem do twarzy


spotkanie z koleżanką skończyło się poleceniem olejku !


nasze dzisiejsze meeega desery :D


moje różowe cudo przyszło <3


a razem z nim ciekawe próbki :)


wiosenne zakupy.. tutaj spodnie :)


a tu sukienka :)


Miłego tygodnia Kochani!